W niewielkim domu w Warszawie pachniało kawą i świeżo smażonymi dranikami – plackami ziemniaczanami w białoruskim wydaniu. To tu od niemal czterech lat byli więźniowie polityczni z Białorusi próbują wrócić do życia po traumie represji. Wczoraj, zaraz po przeprowadzce do Polski z Litwy, miejsce to odwiedziła Swiatłana Cichanouskaja. Radość ze spotkania przeplatała się jednak z niepokojem: miejsc brakuje, pomoc ma swoje granice, a po drugiej stronie krat kolejni ludzie wciąż czekają na uwolnienie.