Z okazji Prima Aprilis zapytaliśmy białoruskich byłych więźniów politycznych o rolę żartu w areszcie i kolonii karnej.
Więzienie nie jest miejscem kojarzącym się ze śmiechem. Jednak gdy człowiek ma w nim spędzić kilka lat swojego życia, musi znaleźć sposób, by to przetrwać. I wtedy na ratunek przybywa humor. Z czego skazani śmieją się za kratami? Jak do żartów podchodzą białoruscy strażnicy więzienni? Na czym polega specyfika więziennego humoru? Zapytaliśmy o to byłych białoruskich więźniów politycznych.
Alena Dziadziula
Zatrzymana 2 września 2021 roku, w politycznie motywowanej sprawie została skazana na rok kolonii karnej za “chuligaństwo popełnione przez grupę osób”. Wyszła na wolność 10 maja 2022 roku. Emigrowała.
“Większą część wyroku odsiedziałam w Więzieniu Śledczym w Żodzinie. W kolonii karnej spędziłam tylko trzy tygodnie kwarantanny. Żodzino to więzienie z celami, a w naszej śmiałyśmy się bardzo dużo. Chociaż ten śmiech był raczej histeryczny. Śmiałyśmy się z drobiazgów, na przykład że wydali dziurawą poszewkę i palec wpadł do dziury. Albo gdy czyściłyśmy więzienne kubki na wysoki połysk. Cały czas szukałyśmy sposobu, żeby poprawić nastrój sobie i innym.
,,-Humor w niewoli ratuje i pozwala przetrwać. W zwyczajnym życiu się tyle nie śmiałam, co tam. To był śmiech dla przetrwania. A czasem był to kolejny etap traumy psychologicznej, gdy zamiast po dawnemu płakać, możesz się już tylko histerycznie śmiać.

Czasem żartowałyśmy z personelu, drażniłyśmy ich, a oni się wściekali. Jeden próbował żartować w kontrze, ale jego żarty były płaskie i nieśmieszne.
Paradoksalnie za kratami śmiałam się więcej, niż na wolności. W więzieniu nie mogłam zrobić już nic więcej, tylko starać się przetrwać, a w tym celu śmiać. Na wolności nie mam tylu powodów do wesołości, bo tu mamy wiele do zrobienia. I rozumiem, że gdyby Białorusini się zjednoczyli i zaczęli działać w jednym kierunku, to byłby wynik. Ale zamiast tego tylko się kłócimy, więc nie widzę powodów do śmiechu”.
Piatro Marczanka
Muzyk, były gitarzysta folk-metalowego zespołu Irdorath. Zatrzymany 2 sierpnia 2021 roku za granie na dudach podczas protestów w sierpniu 2020 roku. Skazano go na półtora roku kolonii karnej na podstawie artykułu 342 kk, który mówi o “organizacji i przygotowaniu działań poważnie naruszających porządek społeczny, lub udziale w nich”. Został osadzony w Kolonii Karnej nr 3 w Wićbie. Na wolność wyszedł 11 października 2022 roku. Emigrował.
“W niewoli, gdy przywykniesz do warunków, zaczynasz zwyczajnie żyć, a rozmowy z współwięźniami stają się najzwyklejsze, jak w zwykłym życiu. A ja zazwyczaj dużo żartuję.
Powód do śmiechu miałem już mojego pierwszego dnia w kolonii karnej. W tartaku od razu zaczęliśmy śpiewać. Przyszli oficerowie operacyjny i mówią: zgłupiałeś, posadzili cię za śpiewanie, a ty tutaj zaczynasz to samo? A mnie przecież skazali za to, że chodziłem na protesty z instrumentami muzycznymi. Bardzo nas to rozbawiło.

Ogółem dużo tam śpiewaliśmy, wymyślaliśmy śmieszne wierszyki, przerabiałem znane piosenki, których bohaterami stawali się koledzy z celi. Dużo się z tego śmialiśmy.
Wszystko, co miało tam miejsce, mogło się stać powodem do żartów. W niewoli mało się dzieje, dlatego nawet błahe nowiny stawały się memami i krążyły po kolonii.
Był śmieszny przypadek, gdy kwitła lipa i wszyscy chcieli nazrywać kwiatów [to naturalny surowiec zielarski o wielu zastosowaniach leczniczych - przyp. belsat.eu]. »Na szaber« poszło dwóch »niepolitycznych« więźniów z mojego oddziału. Jeden wlazł na taboret i podsadził drugiego, żeby tamten wspiął się na lipę. Potem tego, który był na dole, zobaczyli strażnicy, więc uciekł. A drugi siedział na drzewie i krzyczał “zdejmijcie mnie!”. Leżeliśmy ze śmiechu.
,,-Żarty bywały swoją drogą dobrym sposobem komunikacji z personelem. Gdy żartujesz, widzą, że się ich nie boisz i można z tobą zwyczajnie porozmawiać. Nawet jeśli zrobiłeś coś niedozwolonego, humor mógł zmniejszyć ryzyko kary albo jej stopień. To się nazywa »rżnąć głupa«. W ten sposób pokazujesz, że wszystko rozumiesz, ale nie chcesz zostać ukarany.
Na wolności wspomnienia o tym doświadczeniu stały się dla mnie i żony niewyczerpanym źródłem żartów. Przecież ona też siedziała [Julija Marczanka na podstawie tego samego artykułu także została skazana ma 1,5 roku pozbawienia wolności, wyrok odsiedziała w żeńskiej Kolonii Karnej nr 4 w Homlu]. W grupach, które wiedzą, że obydwoje byliśmy więźniami politycznymi, dużo się śmiejemy. Jesteśmy już chyba osobną warstwą społeczną.”
Antanina Kanawaława
Pełnomocniczka Swiatłany Cichanouskiej podczas kampanii wyborczej w 2020 roku. Została zatrzymana 6 września 2020 roku, a następnie skazana na 5 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności na podstawie artykułu 293 kk (“Udział w masowych zamieszkach”) i artykuły 392 kk (“Szkolenie i inne przygotowanie osób do udziału w masowych zamieszkach, lub finansowanie takiej działalności”). Wyszła na wolność 15 grudnia 2024 r. Z Białorusi uciekła przez zieloną granicę - przechodząc po zamarzniętej rzece na Litwę.
“Oczywiście, że się śmiałam. Z administracji kolonii, ze strażników… Na przykład żartowałyśmy z tego, jak jeden z nich uszył sobie spodnie. Mówiłyśmy, że w ten sposób chciał zwrócić naszą uwagę.
Gdy zobaczyłam, co się dzieje w kolonii karnej, poszłam do psycholog i zapytałam, jak walczyć z niesprawiedliwością. Powiedziała mi na to, że jeśli chcę, to może mnie zabrać do gabinetu, gdzie posłucham sobie muzyki. Gdy powiedziałam o tym dziewczynom, pojawiła się masa żartów na ten temat. Nie pomożemy ci pokonać niesprawiedliwości, za to puścimy muzykę. Żartowałyśmy na tematy polityczne. A gdy na Ukrainie wysłali rosyjski okręt wojenny wiadomo gdzie, byłyśmy z nich [Ukraińców] dumne i też się śmiałyśmy.

Strażnicy nie rozumieli naszego śmiechu. Jak to być może, że wywierali na nas tak ogromną presję, a my chodzimy uśmiechnięte? Dlatego gdy zbierałyśmy się w fabryce, starali się nas za wszelką siłę rozdzielić. Nie pozwalali się nam komunikować i opowiadać żartów.
Uśmiechanie się do oficerów operacyjnych było ryzykowne - wydawało się im wtedy, że to z nich się śmiejesz, albo żyje ci się za dobrze. Wtedy mogli zrobić tak, by już nie było ci do śmiechu.
Ale dziewczyny mimo to chodziły uśmiechnięte. Nawet gdy w duszy było kiepsko, mogły podzielić się tym między sobą, ale nie pokazałyby łez nikomu z administracji więziennej. Uśmiech, humor to też forma sprzeciwu. A łzy to słabość, którą wykorzystają, gdy ją zobaczą. Wtedy wiedzą, jak na ciebie naciskać.
,,-Jeden ze strażników zapytał mnie, dlaczego się uśmiecham. “A tobie co, dobrze tutaj?”. Powiedziałam, że nie jest mi dobrze, ale czy powinnam z tego powodu płakać? Dla nich uśmiech jest czymś niezrozumiałym.
Czarnego humoru w kolonii karnej dla kobiet nie było, jakichś podłych żartów też nie. Starałyśmy się wzajemnie wspierać. Ale krążył jeden ni to żart, ni to gorzka ironia: “jeśli jesteś gotowa zabijać ludzi, to przeszłaś resocjalizację”. Rzecz w tym, że tam nawet zwykłe więźniarki czasem stwarzały nam warunki nie do wytrzymania. I chodziło o to, że jeśli jesteś gotowa krzywdzić innych, to cel wychowawczy kolonii został osiągnięty - resocjalizowali cię tak, jak chcieli.”
Ksienija Łuckina
Dziennikarka. Została zatrzymana 22 grudnia 2020 roku, następnie skazana na 8 lat pozbawienia wolności na podstawie artykułu 357 kk (“Spisek w celu przejęcia władzy”). Za katami rozwinął się u niej rak mózgu. Wyszła na wolność w ramach ułaskawienia przez Alaksandra Łukaszenkę 20 sierpnia 2024 r., emigrowała na Litwę w marcu 2025 r.
“Żartowałyśmy bardzo dużo, szczególnie w areszcie śledczym. Ale ten humor był specyficzny. Tych żartów nie zrozumieją ludzie, których tam nie było. Na przykład śmiałyśmy się z tego, że po twarzy człowieka możemy poznać, z jakiego artykułu siedzi. Zazwyczaj najbardziej zabawne były złodziejki.
W areszcie śledczym było wielu więźniów politycznych. Byliśmy na mniej więcej tym samym poziomie intelektualnym, więc mogliśmy żartować i rozumieć się wzajemnie. W kolonii już tak nie pożartujesz, bo tam są różni ludzie, wielu jest rozgoryczonych. Po dwóch tygodniach złapałam się na tym, że przestałam żartować. A dla mnie najwłaściwszą rzeczą jest wyśmiewanie sytuacji. Bo śmiech i żarty mają funkcję obronną. To sposób na przetrwanie.
W kolonii nie było to zbyt możliwe, bo ludzie nie rozumieli naszych żartów. Czasem umieli się nawet obrazić, że traktujemy ich z wyższością i z nich kpimy.

Ale rzeczywistość kolonii czasem sama przypomina żart. Tam jest nawet przegląd kabaretów amatorskich, każdy oddział szykuje skecz, jest rywalizacja. Jeden z oddziałów przygotował taki numer: “Pewnego ranku Jana wyszła pospacerować po lesie, czegoś poszukać”. Sala leżała ze śmiechu. Na wolności nikt by nie rozumiał, co w tym śmiesznego. A rzecz w tym, że tam masa dziewczyn siedzi na podstawie »narkotykowego« artykułu 328 kk, więc Jana poszła do lasu szukać skrytek. To bardzo specyficzne poczucie humoru.
Był jeszcze jeden żart, który spodobał się więźniom politycznym. Większość osadzonych mówi z błędami, nieprawidłowo intonuje. W tym żarcie sztuczna inteligencja zaczyna uczyć się takiej mowy i pyta w kotłowni “Co wy palicie?”, na co otrzymuje odpowiedź: “Tak, przeważnie niedopałki”. Śmiałyśmy się z tego, bo wszystkim chce się tam palić, ale kto nie ma pieniędzy, zbiera niedopałki.
Podczas przeglądu kabaretów nie można było żartować z warunków osadzenia i strażników, tylko o sprawach ogólnych. Gdyby jakiś funkcjonariusz zrozumiał, że żart jest o nim, mogłoby się to skończyć w karcerze.
Dużo się śmiałam. Pytali mnie nawet, czy mam tak zawsze, czy wpadłam w histerię. Ale ja zawsze się tak śmiałam. Bo co innego można robić - siedzieć i płakać?
Pamiętam, że śmiałam się podczas etapu [przejazdu pod konwojem] do Homla. W transporcie były 24 »polityczne« dziewczyny. Oddali nam rzeczy zabrane wcześniej z przesyłek jako zabronione w areszcie. Dostałam wtedy dzierganego zajączka, paczkę wilgotnych chusteczek. Śmiałyśmy się z rzeczy, które uznano za zakazane.
Bardzo śmiesznie bywało też podczas rozpraw sądowych. Na przykład u mnie jedna sędzia zasnęła, okulary przeciwsłoneczne zsunęły się jej z nosa, a ona sama spadła z krzesła. Takie rzeczy można w kinie pokazywać. Innym razem konwojent zaczął chrapać. To jak komedia, w centrum której rozgrywa się twoja tragedia.
,,-Bez humoru można tam zwariować. Gdy już zrozumiesz, że będziesz tam siedzieć długo, musisz zacząć sobie to kompensować psychologicznie, bo będzie źle. Bo to bardzo boli, a humor to promień światła, bez którego postradasz zmysły.”
Anton
W areszcie spędził 5 miesięcy, po czym został skazany na ograniczenie wolności z nakazem pracy na podstawie artykułu 342 kk (“organizacja i przygotowanie działań poważnie naruszających porządek społeczny, lub udział w nich”).
“Śmiałem się nawet w karcerze, gdzie trafiłem za złamanie warunków ograniczenia wolności. Miałem tam wesołych współosadzonych. Jeden facet przez dwa wieczory opowiadał nam anegdoty.
Wiele zależało od tego, z kim siedziałeś. W Waładarce [przeniesiony już ciężki Areszt Śledczy nr 1 przy ulicy Waładarskiego w Mińsku] też był chłopak, których wszystkich rozbawiał. Gdy go zabrakło, zrobiło się jeszcze smutniej.
Jednym z tych, którzy lubili się pośmiać, był Rosjanin Pasza, więzień polityczny, oskarżony o prowadzenie antyreżimowych czatów. Opowiadał różne żarty, w tym o tematyce LGBT.
W Koladziczach [gdzie przeniesiono Areszt Śledczy nr 1] mieliśmy już telewizor, więc mniej rozmawialiśmy. Graliśmy też w własnoręcznie zrobione planszówki. Ale tam też bardziej na nas naciskali, więc zrobiło się nie do śmiechu. Ale dość wesoło zrobiło się, gdy jeden z chłopaków zaczął podrywać strażniczkę. Zwinął mi wiersze, które pisałem i sprezentował jej.
Z kolei na Akreścina [areszt tymczasowy w Mińsku, w którym zatrzymanych podczas protestów trzymano w nieludzkich warunkach i torturowano] strażnicy nie chcieli, żeby było nam wesoło. Umieli więc podrzucić nam bezdomnego, albo w czasie nocnego obchodu kazać nam skakać, żebyśmy się rozbudzili i jeszcze bardziej cierpieli. Tam zabijaliśmy czas grami, na przykład w kalambury. Wtedy zawsze była masa żartów i śmiechu.”
Siarhiej Huń
Były dyrektor agencji eventowej Krona. Został zatrzymany 3 czerwca 2022 roku, następnie skazany na 2 i pół roku pozbawienia wolności na podstawie artykułu 342 kk (“organizacja i przygotowanie działań poważnie naruszających porządek społeczny, lub udział w nich”). Za kratami spędził 25 miesięcy, na wolność wyszedł 29 czerwca 2024 r.

“W tamtym miejscu powodów do żartów jest znacznie więcej, bo nic innego nie zostało. Przecież nie usiądziesz i będziesz cały czas płakał. To reakcja obronna psychiki, a humor bardzo pomaga tam wytrzymać.
Tematy żartów były różne. Z humorem można spojrzeć na wszystko, co wpadnie w ręce. Omawialiśmy i tematy polityczne i osobiste. W areszcie śledczym szczególnie śmiesznie było, gdy rosyjskojęzyczni strażnicy przychodzili raz dziennie po śmieci i nagle przypominali sobie przy nas język białoruski. Bo kazali oddawać białoruskie »śmieccie«, a nie rosyjski »musor«. Jak można się z tego nie śmiać? Wymyślaliśmy im też różne biografie, zgadywaliśmy, gdzie mogli wcześniej pracować i skąd ich pogonili.
W kolonii też było wiele powodów do żartów. Czasem śpiewaliśmy, podstawiając swoje słowa. Był nawet klub, w którym gromadzili się muzycy, poeci, ale nie mieli tam wstępu więźniowie polityczni. Klub był dla kryminalnej »elity«. Wyprowadzali tam nasze oddziały na koncerty, ale my mieliśmy zakaz udziału. Oni nie mieli poczucia humoru.”
Hanna Hanczar, pj / belsat.eu